Słabość polskiej piłki

Z roku na rok poziom polskiego futbolu systematycznie spada… Klapa w eliminacjach MŚ czy katastrofalne występny w europejskich pucharach dokładnie obrazują w jakim miejscu jesteśmy. Kto lub co odpowiada za taki stan rzeczy?

Polska liga , jest obecnie 26 ligą w Europie!! Lepsza jest chociażby norweska, szwedzka czy słowacka.  Do europejskich pucharów a w zasadzie do ich eliminacji kwalifikują sie 4 drużyny. Tyle samo przedstawicieli mają tacy potentaci jak: Mołdawia, Kazachstan czy Gruzja.  Jeszcze niedawno mówiło się o “równaniu” do najlepszych. Tylko jak to zrobić jeśli Levadia Tallin okazuje się zaporą nie do przejścia?

Ludzie zarzadzający polskim futbolem ( nie wszyscy ale większość) , powinni udać sie do okulisty. Przez ich: ślepotę, zeza oraz przede wszystkim krótkowzroczność poziom polskiej piłki jest jaki jest. Czyli nijaki. Zastanawiające jest to że coraz więcej klubów posiada stabilniejsze budżety, do ligi trafiają lepsi obcokrajowcy(  pamięta ktoś takie tuzy jak Nowozelandczyk Aaron Lines,  Herbert Dick, czy Beto? ) a liga według włodarzy z PZPN-u jest coraz bardziej atrakcyjna marketingowo. Skoro jest tak dobrze to dlaczego jest tak zle?  Myślę, że tej zagadki nie rozwiązałby ani Sherlock Holmes ani detektyw Hercules Poirot z książek Agaty Christie.   Słabość ” naszej kopanej” to problem wieloaspektowy.  W kilku punktach postaram się wskazać owe aspekty.

1. PZPN czyli Patologiczny Związek Piłki Nożnej

Dzięki takim organizacjom jak PZPN komuna nie umiera w naszej pamięci. Jako ostatni komunistyczny relikt jest doskonałym miejscem funkcjonowania  nie sprawnie działających managerów a ” działaczy” . Myśl przewodnia ekipy Grzegorza Laty to ” wiem że nic nie wiem” .  Jako kibic z przykrością stwierdzam , że ta organizacja jest niereformowalna . Po rządach Michała Listkiewicza byłem przekonany , że gorzej być nie może. A tu proszę jaka niespodzianka…  Zastanawiające jest to jak rolę pełni Pan Lato ze swoją świtą. Tak naprawdę obecny zarząd wyzbył sie wszelki możliwych praw na rzecz Sportfive. I to na 10 lat.  Warto dodać ze umowa została zawarta na zdecydowanie dłuższy okres czasu niż kadencja prezesa. Widać Pan prezes liczy na reelekcje. Z resztą Grzegorz Lato zaczął swoje urzędowanie od razu od podwyżki, Z resztą niemałej. Skoro apanaże prezesa wzrosły to i sekretarz generalny Zdzisław Kręcina dostał podwyżkę. Dlaczego? W statucie PZPN-u jest napisane,iż sekretarz pobiera 75% wynagrodzenia prezesa… Sam wybór prezesa Laty był dość kontrowersyjny  i wydaje się , że niezgodny z prawem. Głos na niego oddali delegaci z Zachodniopomorskiego, wybrani bezprawnie. Szef tamtejszego związku , o wyborach powiadomił na 3 dni przed, a ludzi którzy oddawali głos na niego dowoził autobusami. Jaka reakcja zarządu PZPN? Wszystko odbyło się zgodnie z literą prawa.

Co do samej bieżącej działalności , ciężko wskazać coś pozytywnego. Co roku te samy kluby mają problemy z licencją. I co roku otrzymują ją warunkowo. Komisja licencyjna wprawdzie ma zastrzeżenia ale zazwyczaj na kończy sie na pogrożeniu paluszkiem. Sama organizacja ligi stoi na marnym poziomie. W którym normalnym kraju, 1 liga jest drugą a 2 jest trzecią? W jakim celu ta nomenklatura została wprowadzona? Chyba tylko po to aby zagmatwać w głowach kibicom.  Ale działacze wolą skupić się na podróżowaniu z reprezentacją ( kto nie chciałby odwiedzić RPA czy Tajlandii?) aniżeli zająć się realnym problemami.   Choćby sprawami budżetowymi. Budżet powinien być jawny oraz transparentny . Ale niestety taki być nie może, gdyż należy po prostu się go wstydzić. Otóż w porównaniu z zeszłorocznym budżetem , tegoroczny zakłada mniejsze finansowanie futbolu kobiecego oraz futsalu. Za to wzrosły środku na nagrody oraz premie dla członków zarządu. Po za tym można odnieść mocne wrażenie , że ten budżet jest nazbyt optymistyczny.  Ale największa bolączką  tej chorej organizacji jest brak systemu szkolenia młodzieży. Wyniki uzyskiwane przez reprezentacje młodzieżowe to prawdziwa katastrofa . Bo jak wytłumaczyć porażki z Azerbejdżanem i Irlandią Płn.?

Ciężko racjonalnie wytłumaczyć skąd bierze się taki chaos organizacyjny. Żaden z członków zarządu nie potrafi wytłumaczyć, czemu nie było pomarańczowej piłki w meczu ze Słowacją,  lub czemu reprezentacja rozgrywa swoje mecze na kartoflisku przy Konwiktorskiej.  Po za tym wizerunek PZPN-u jest coraz gorszy .  Między innym przez wypowiedzi Antoniego Piechniczka. W jednym z wywiadów stwierdził, że za atmosfera wokół reprezentacji odpowiadają kibice,  a jeden ze sponsorów wyprowadza dewizy za granice. Patologia…

Mimo to , członkowie zarządu bezproblemowo otrzymują absolutorium. Tylko Ireneusz Serwotka takowego nie otrzymał. Dlaczego? Czyżby on był całym złem polskiej piłki? Ależ skąd! Trzeba przecież pokazać że zjazd nie był bezzasadny i zmiany w PZPN-ie ciągle zachodzą.

2. Funkcjonowanie klubów

Większość zespołów( nie tylko z ekstraklasy), nie posiada jasnej, długofalowej strategii klubu. Oparta jest ona na: odpowiedniej strukturze klubu, prowadzeniu polityki transferowej, relacjach z kibicami, rozbudowie bazy treningowej , czy pozyskiwaniem sponsorów.  Nawet najlepsze często dopada chaos organizacyjny.  Aby móc sprawnie zarządzać klubem należy zbudować odpowiednie relacje między poszczególnym ludzmi. Jak transfery w Legii mają być udane , skoro dyrektor transferowy, ściąga piłkarzy niechcianych przez trenera. Po zatrudnieniu trenera Kasperczaka, w Wiśle nie ma człowieka który jest odpowiedzialny za politykę transferową. Bo niby kto? Jeśli nie trener, nie prezes, dyrektora sportowego nie ma, to do kogo mają się zwracać managerowie?

Odra Wodzisław obecnie walczy o przetrwanie. Patrząc na strukturę tego klubu, można dojść do wniosku , że ekstraklasa to za wysokie progi. Przy Bogumińskiej rządzi nie ten , kto ma większościowy pakiet, a ten kto przyjdzie do klubu z walizką pieniędzy i sfinansuje transfery czy bieżącą działalność klubu. Po za tym lekiem na problemy finansowe są przekształcenie, Aby  uniknąć płacenia długów wystarczy powołać nową spółkę i przejąć akcje klubu za symboilczne pieniądze. Wierzyciele wówczas mogą zapomnieć o odzyskaniu swoich należności.

Polityka transferowa w polskich klubach de facto stoi na katastrofalnym poziomie. Nie chodzi tu wcale o skuteczność przeprowadzonych transferów . Choć jest ona zatrważająco niska. Minimum przyzwoitości to jakieś 50% , czyli na 10 transferów, średnio 5 powinno być udane. Ale w polskich zespołach pozyskanie jednego dobrego zawodnika to już powód do dumy. W warszawskiej Legii przez ostatnie lata pozyskano ponad 30 zawodników. Mimo to w zespole dalej grają Wojciech Szala i Tomasz Kiełbowicz. Co się stało z Juniorem, Hugo, Ostrowskim, Arruaberraną, Tito czy Descargą? Przeminęli z wiatrem.

Dobrze zarządzany klub każde posunięcie na rynku transferowym planuje zdecydowanie wcześniej.   Jeśli wiadomo , że najlepszy zawodnik za pół roku odchodzi,  penetruje się rynki na pół roku przed . Danego zawodnika ogląda się kilkukrotnie.  Z tym , że jak to zrobić w Polsce , skoro w większości klubów skauting dopiero raczkuje?  Bo po co zbudować profesjonalną siatkę skautów ,skoro za te same pieniądze , można pozyskać “szrot” z  Bałkanów albo piąty sory pomarańczy z Brazylii?

O bazach treningowych ciężko coś napisać … bo ich po prostu nie ma. Polonia Warszawa na treningi dojeżdza 20 km. Jeśli zawodnik chciałby zostać dłużej  ,  musiałby chyba sam sobie wynająć boisko.  Zaplecze treningowe jest w katrastrofalnym stanie. Owszem powstają piekne stadiony. Ale może warto zastanowić się nad stworzeniem profesjonalnych ośrodków treningowych ?

3 . Mentalność zawodników

Ktoś kiedyś powiedział , że talent to 10 % , reszta to ciężka praca. Polscy piłkarze chyba o tej sentencji nigdy nie słyszeli.  Oto na wiosnę rozegrają końską dawkę : 12 spotkań!!!  I ponownie udadzą się na “zasłużony” odpoczynek. A co miesiąc i tak spływa na konto .  Z resztą nie mało . Proporcjonalnie do posiadanych umiejętności polscy ligowcy dostają o dużo za dużo.  Taki Bartłomiej Grzelak zarabiający ok 40 tys złotych miesięcznie , co w zamian dał Legii? 11 bramek przez 4 lata gry…  Nie opłaca się starać o zagraniczny wyjazd skoro w Polsce tak dobrze płacą. Przecież zagranicą bez mała cały dzień trzeba być w klubie . A w Polsce ? 2-godzinny trening i można jechać sobie do domu i pograć na playstation. Albo iść lansować się do centrum handlowego.  Patrząc na postawę niektórych ligowców. apelowałbym o wprowadzenie licencji dla piłkarzy. Skoro umiejętności trenerskie mogą być weryfikowane za pomocą licencji , to czemu nie zrobić tego z “kopaczami” ?

4 Polskie prawo

Ustawa o zakazie sposnoringu przez firmy bukmacherskie to nie strzał w jedno kolano a w oba. Tym samym politycy pozbawili kluby solidnego zródła finansowania. Zródła wartego kilka a może z czasem kilkanaście milionów złotych. Co łączy takie kluby jak Real, Milan czy siatkarskie Trentino? Wszystkie są potentatami - zgadza się. Ale wszystkie wspierane są przez bukmacherów za co otrzymują potężne pieniądze.  Jednak żadne argumenty do rządu polskiego nie trafiają . Szkoda…

5. Korupcja

Do dziś wszyscy pamiętami słowa Michała Listkiewicza: ” Antoni F. to jedyna czarna owca w stadzie” . Hmm.. otóż pa paru latach stadko urosło do sporych rozmiarów.  Szkoda tylko, że aktywni uczestniczy procederu korupcyjnego nie  ponoszą żadnych konsekwencji. Skorumpowaniu piłkarze dalej mogą grać, sędziowie dalej sędziować . Może to i lepiej bo ich następcy są żenująco słabi. Korupcja miała niebagetalne wpływ na zahamowanie rozwoju polskiego futbolu. Jest to zjawisko spotykane w innych krajach. Z tym, że tam poradzono sobie stosunkowo dobrze. A w Polsce? W dalszym ciągu mydli się oczy polskim kibicom.  Ciekawostką jest fakt , jak kiedys sprzedano jeden z meczy. Otóz przed sezonem prezes jednego z klubów ustawił progresywny system premiowania. Za zwycięstwo oferował dajmy na to 20 tys złotych  Za kolejne 40 , 60 , 80 id. Drużyna nieoczekiwanie miała passę 6 spotkań wygranych z rzędu !! Stąd prezes wolał zapłacić sędziemu aby jego drużyna przegrała niż wypłacać premię rzędu 150 tys….  Absurdalne.

Nie ma się co łudzić. Stan polskiego futbolu można nazwać przedagonalnym. Nie prędko ulegnie zmianie. Obraz nędzy i rozpaczy zaciera nam wizzja Euro 2012. Tylko , że kibice przyjdą oglądać Torresa czy Cristiano Ronaldo. Czy po zakończeniu Mistrzostw, równie chętnie przyjdą na stadion aby obejrzeć ” popisy ” Pawełka czy Przyrowskiego? Wątpliwe

* Skomentuj ten wpis

Europejskie granie

Pod koniec marca czekają nas kolejne, wielkie emocje. Wówczas dojdzie do kilku pojedynków, które zelektryzują całą Europę. Osiem najlepszy drużyn na Starym Kontynencie, stoczy batalię w ramach 1/4 finału Ligi Mistrzów.

Od piątku, ciągle dochodzi do nieustannych spekulacji dotyczących szans poszczególnych zespołów. Najszerzej uśmiechali się prezesi dwóch francuskich klubów, Jean Michel Aulas oraz Jean Luis Triaud ( kolejno Lyon, Bordeaux).30 marca dojdzie do bratobójczej walki, w której ciężko wskazać faworyta. Tegoroczna postawa „ Żyrondystów” musi robić wrażenie. W Ligue 1, jak na razie podopieczni Laurenta Blanca piastują fotel lidera, mając tyle samo punktów, co rewelacja rozgrywek Montpellier. Jednak w zanadrzu mają zaległy mecz. Lyon wypada nieco gorzej, choć w dalszym ciągu ma spore szanse na mistrzostwo. Strata pięciu punktów wydaje się do odrobienia, jednak zawodnicy ze Stade Gerland nie mogą gubić punktów, z teoretycznie słabszymi rywalami ( chociażby sensacyjny remis z ostatnim Grenoble). Zawodnicy Laurenta Blanca w dotychczasowych 8 meczach w ramach rozgrywek Champions League, wygrali 7 razy, remisując tylko raz! Imponujący bilans! Ich rywal „Les Gones” również świetnie pokonują kolejne przeszkody. W 1/8 finału dokonali niemalże cudu, eliminując naszpikowany gwiazdami madrycki Real.

Siłą Bordeaux jest defensywa na czele z imponującym skutecznością Michaelem Ciani. W pomocy błyszczą Yoann Gourcuff oraz kapitan Alou Diarra, który w pierwszym meczu będzie pauzował za czerwoną kartkę w meczu rewanżowym z Olympiakosem. Natomiast Olympique Lyon, jak na warunki ligi francuskiej, to konstelacja gwiazd. Przed sezonem za Lisandro Lopeza, Bastosa, Cissokho oraz Befetimbi Gomisa zapłacono ponad 70 mln euro! Jak na razie zainwestowanie pieniądze zwracają się, a stopa zwrotu, może być jeszcze większa po wyeliminowaniu „Żyrondystów”

Tego samego dnia dojdzie do arcyciekawej konfrontacji: Bayern kontra Manchester. Zatem odżyją wspomnienia z sezonu 1998/1999. Ówczesny finał Ligi Mistrzów, dzięki swojej dramaturgii, zapadł w pamięci wszystkich kibiców. Piorunująca końcówka, a dokładnie dwie minuty wstrząsnęły całym Monachium. Co ciekawe była to jedyna porażka w Monachijczyków w pojedynkach z „ Czerwonym Diabłami”. Po nieciekawym początku sezonu, podopieczni Louisa Van Gaala, nabierają wigoru. W drodze do ćwierćfinału pogrążyli dwa włoskie teamy. Najpierw dzięki zwycięstwu w Turynie ze „ Starą Damą” 4:1 , awansowali z grupy, a następnie nieco niesprawiedliwe ( ewidentny błąd sędziego, Ovrebo, który uznał nieprawidłowego gola Miroslava Klose ) wyeliminowali Fiorentinę .Jeśli Arjen Robben oraz Franck Ribery utrzymają dyspozycję Manchester może być w opałach.

Jednak mimo wszystko to drużyna z Old Trafford wydaje się być faworytem. Alex Ferguson po raz kolejny świetnie „poskładał” swoją drużynę. Po „grupowym spacerku”, Manchester dwukrotnie ograł AC Milan, który był tylko tłem dla świetnie grających Rooneya i spółki. Cztery trafienia wspomnianego napastnika muszą przyprawiać o ból głowy linie defensywną Bayernu. Na pewno możemy spodziewać się emocjonującej rywalizacji, okraszonej dużą ilością bramek.

Następny dzień to kolejne piłkarskie emocje. Tym razem nasze oczy skierowane będą na Emirates Stadium oraz San Siro. W Londynie dojdzie do kolejnego szlagieru. Spotkają się dwie najskuteczniejsze drużyny tej edycji Ligi Mistrzów. W 1/8 finału Arsenal zaaplikował Porto 5 goli a Barcelona na czele z fantastycznym Messim, odprawiła Stuttargt z bagażem 4 „sztuk”.Mimo świetnej postawy graczy Arsene Wengera, faworyt wydaje się być tylko jeden. Blaugrana” z takim potencjałem ofensywnym „ skazana jest na wygrywanie” Wszystko w rękach a w zasadzie nogach Cesca Fabregasa, paradoksalnie wychowanka klubu z Camp Nou. To on w raz z Arshavinem oraz nieco chimerycznym Niclasem Bendtnerem mogą pokrzyżować plany „Katalończykom

Co do ostatniego pojedynku CSKA z góry skazywany jest na porażkę. Czy Jose Mourinho ziści wreszcie marzenia właściciela „ Nerazzurrich” Massimo Morattiego? Pierwsza cięższa przeszkoda została pokonana. „ The Special One” zaliczył tryumfalny powrót na Stamford Bridge. Swoją drogą wywołał pewnie nostalgię u Romana Abramowicza. CSKA Moskwa w rywalizacji z hiszpańską Sevillą, po zremisowanym meczu w Rosji, również było bez szans. Rzeczywistość brutalnie sprowadziła na ziemię Andaluzyjczyków. Strzał pozyskanego zimą Keisuke Hondy, wprowadził popularne „Konie” do elitarnego grona, ósemki najlepszych. Nie bez udziału Andresa Palopa Na papierze, Inter jedną nogą jest już w półfinale. Wiele zależeć będzie od ofensywnego trio: Et’o, Pandev oraz Diego Milito.

Jak pokazały poprzednie rundy, ciężko wyrokować, kto awansuje do półfinałów Ligi Mistrzów. Z pewnością czeka nas prawdziwa piłkarska „ uczta”.

* Skomentuj ten wpis

(Real)ne niepowodzenia czy tzw. syndrom 1/8 finału

Który to już raz? To pytanie zadawali sobie socios Realu po kolejnym ( 6-tym z rzędu!) odpadnięciu z Ligi Mistrzów w 1/8 finału. Fani po raz kolejny opuszczali Santiago Bernabeu , kręcąc z niedowierzaniem głowami. Bo jak uwierzyć w to, iż „Galaktyczni” znowu zawodzą?

Tegoroczny finał, który na nieszczęście Realu odbędzie się na ich stadionie, zawodnicy obejrzą przed telewizorami, mając w pamięci porażkę z Lyonem. Śmiało, można mówić o swego rodzaju klątwie. 6 pojedynków z drużyną ze Stade Gerland i ani jednego zwycięstwa! Jeśli do tego dodamy syndrom 1/8 finału, objawia nam się obraz drużyny, która od 6 lat, rok w roku kompromituje się na arenie międzynarodowej.

Więc, prześledźmy od początku. Sezon 2004/2005. Trener Vanderlei Luxemburgo kupuje zawodników za „skromne” 56 milionów euro. Jak nietrafione są to transfery pokazują już pierwsze mecze. Waler Samuel, Jonathan Woodgate czy Michael Owen- po żadnym z nich nie ma już śladu nawet w pamięci najzagorzalszych fanów „Królewskich”. Choć Woodgate’a myślę, że jednak pamiętają. Miał imponującą skuteczność w strzelaniu… bramek samobójczych. O ile w ogóle grał. Efekt? Wstydliwa porażka z Juventusem w Turynie 0:2, jak żeby inaczej w 1/8 finału Champions League. Następny sezon, to kolejna rewolucja. Chcąc za wszelką cenę ponownie podbić Europę, włodarze z Madrytu, po raz kolejny sięgają głębiej do kieszeni. Sprowadzono 7 piłkarzy, w tym Sergio Ramosa( jeden z nielicznych udanych transferów), Robinho, czy obecnego gracza Romy, Julio Baptistę. Suma 90 milionów euro, miała wystarczyć, aby osiągnąć zamierzone cele. Dowódcą został „tymczasowy” trener ( mam wrażenie, że każdy trener w Realu jest tymczasowy) Ramon Lopez Caro. Jak powinno się budować drużynę pokazał Realowi Arsene Wenger. Jego Arsenal w dwumeczu, okazał się zdecydowanie lepszy, wygrywając w dwumeczu 1:0 . Wstyd, hańba, upokorzenie. Nie udało się strzelić nawet honorowego gola…, Co zrobić, aby sytuacja ponownie się nie powtórzyła? Wydać jeszcze więcej pieniędzy na wzmocnienia, a misję zdobywania tytułów powierzyć nowemu trenerowi. W myśl zasady do 3 razy sztuka, w sezon 2006/2007 „Galacticos „ wchodzą pełni werwy i optymizmu. 103 miliony euro wydane chociażby na Diarrę ( kupionego z nieszczęsnego prześladowcy Lyonu), Fernando Gago oraz supersnajpera Ruuda van Nistelrooya, pokazywały zdeterminowanie Realu, sfrustrowanego brakiem sukcesów w europejskich pucharach. Jednak nawet tak wybitnemu fachowcowi jak Fabio Capello się nie udało. Owszem zdobył tytuł mistrzowski, ale w Lidze Mistrzów ponownie klapa… Tym razem za mocny okazał się monachijski Bayern. Niby o jedną bramkę, jednak to Bawarczycy przeszli dalej. Frustracja włodarzy oraz przede wszystkim kibiców sięgnęła zenitu. Nawet wygranie ligi, nie uratowało włoskiego trenera przed dymisją. Swoją drogą ciekawe podejście- zwalnianie trenera mimo sukcesu. Cierpliwość to zupełnie obce słowo w gabinetach prezesów na Santiago Bernabeu.

Jednakże kolejny sezon, to kolejne nadzieje. „Tym razem musi się udać”. Te słowa powtarzali jak mantrę wszyscy ludzie w jakikolwiek sposób związani z Realem. 3- krotne odpadnięcie w przeklętej 1/8 finału, wydawało się jak nocny koszmar. Niemożliwe wydawało się, aby historia ponownie miała się powtórzyć. Letnie okienko transferowe sezonu 2007/2008, to kolejny wielki odpływ gotówki z Madrytu. Najwięcej z niej powędrowało do Londynu, Porto oraz Amsterdamu. Bilans? Wydano przeszło 120 milionów euro, w zamian pozyskano Arjena Robbena, Sneijdera oraz jak się wydawało filar linii defensywnej Pepe. Fenomenalny początek sezonu, m.in. efektowne zwycięstwo nad „Żółtą Łodzią Podwodną”, nie zapowiadały kolejnej katastrofy. Niemiec Bernd Schuster, nie okazał się zbawicielem. Po obowiązkowym przejściu rozgrywek grupowych, w 1/8 finału Real trafił na kolejny włoski team, AS Romę. Mimo zwycięstwa u siebie 3: 2, ponownie nie udało się awansować. Na Stadio Olimpico, wygrali Galiorossi i dzięki strzeleniu dwóch bramek na wyjeździe to oni okazali się lepsi. Coś niesamowitego!!! Wielki Real, najbardziej utytułowana drużyna świata, 9 –krotny tryumfator LM, ponownie zawiódł. Kibice coraz bardziej z utęsknieniem zaczynali wspominać, erę Florentino Pereza, oraz ostatni sukces na arenie europejskiej- wygraną z Leverkusen w 2002 w finale Champions League. Ale ponowna era Pereza miała dopiero nadejść…

Juande Ramos, mimo nieudanej przygody na Wyspach ( praca na White Hart Lane), w Hiszpanii został zapamiętany, jako genialny strateg, dzięki któremu Sevilla wypłynęła na szerokie wody. Tym razem to jemu powierzono ster łodzi z napisem” Los Blancos”. W naprowadzeniu tej Łodzi na odpowiedni kurs mieli mu pomóc, odpowiedni majtkowie: Huntelaar, kolejny Diarra, ( tym razem Lass) oraz jeden z najlepszych graczy Bundesligi, gwiazda Oranje, Rafael Van der Vaart. Owa „łajba” zmierzyła w dobrym kierunku. Jednak niczym Titanic rozbiła się o „czerwoną” górę lodową.

Jakżeby inaczej, marzenia o podboju Europy zatonęły już w marcu. Lepszym kapitanem okazał się Rafa Benitez i to jego Liverpool, obrał dobry kurs, a madrycki statek poszedł na dno. Głową za kolejne upokorzenia zapłacił, czym został skazany na banicję, próbując odbudować swoja renomę w Moskwie… z resztą nieudanie. Tego już było dość. Wrócono do schematu, który gwarantował sukcesy. Historia zatoczył koło. Prezes został ponownie, Florentino Perez, mamiąc socios, wydawałoby się niemożliwymi do przeprowadzenia transferami. Jednak jak to się mówi nigdy nie mów nigdy. Z dnia na dzień nie tylko cała Hiszpania, ale cała Europa przecierała oczy ze zdumienia. Co pary dni Perez dokonywał sensacyjnych wzmocnień ! Za pożyczone pieniądze, Real zdominował okienko transferowe, budując ekipę złożoną z mega gwiazd. Galaktyczni powrócili! Za niebagatelną kwotę, rzędu 260 mln euro( słownie: dwustu sześćdziesięciu milionów euro) powstała drużyna, mająca zapewnić stały dopływ pucharów do klubowej gabloty. Trenerem został Chilijczyk Manuel Pellegrini, doskonale znający realia hiszpańskiej piłki. Balon został napompowany do granic wytrzymałości. Cristiano Ronaldo, Kaka, Benzema, Higuain czy Xabi Alonso, powodowały, że przeciwnikowi robiło się słabo już tunelu, przed wyjściem na murawę. Jednak diabeł nie taki straszny jak go malują. Jednak już na początku sezonu doszło do rzeczy niebywałej. Cały Kastylia pogrążyła się w rozpaczy. Oto 3-ligowy Alcorcon, do tej pory nikomu nieznany klubik, upokorzył Wielki Real. Jak można przegrać z amatorami?? To tak jakby polska reprezentacja przegrała z San Marino obojętnie, w jakim stosunku. Lepiej pozostawić to bez komentarza. Szybko znaleziono wytłumaczenie. Zarówno sztab szkoleniowy jak i sami piłkarze, stwierdzili, iż nie można łapać kilku srok za ogon i teraz będą w pełni mogli się skoncentrować na meczach ligowych oraz pojedynkach w Lidze Mistrzów. Pewnie, że lepiej wygrać te dwa trofea, niż jakiś tam Puchar Hiszpanii.. Jak błędne było to stwierdzenie miało się okazać już niedługo. Mimo porażki u siebie z geriatrycznym Milanem, udało się spokojnie przebrnąć fazę grupową. W 1/8 finału los skojarzył Real z Olympique Lyon. Mało, kto zastanawiał się nad dramatycznym bilansem z francuską drużyną. Bo niby jak drużyna zbudowana kosztem 260 milionów miała sobie nie poradzić? Już pierwszy mecz pokazał, iż nie jest to łatwe zadanie. Przepiękne trafienie Jeana Makouna dało cenne zwycięstwo ekipie Clauda Puela. Mimo to rewanż dalej wydawał się być tylko formalnością. Z pewnością tak byłoby, gdyby nie indolencja strzelecka Gonzalo Higuaina. Ronaldo zrobił swoje, szybko wyprowadził „Królewskich” na prowadzenie, jednak miłe złego początki. W drugiej połowie Lyon otrząsnął się i doprowadził do sensacyjnego rozstrzygnięcia. Miralem Pjanic( uwaga kupiony za czapkę drobnych, ledwie siedem „baniek”) swoim trafieniem doprowadził do rozpaczy cały Madryt. Ukłuł prosto w madryckie serce. Nadzieje zostały zabrane przez kluby z końcówką – on: Alcorcon i Lyon.

Jaki jest bilans tych popisów królewskich w Europie przez 6 lat? Zatrważający…

Sprowadzono 45 piłkarzy za łączną kwotę 703 milionów euro!!! Dzięki takim wzmocnieniom Realowi udało się przez 6 lat, wygrać 22 mecze, 10 zremisować oraz 16 przegrać. Faza 1/8 finału okazała się zaporą nie do przejścia. Miejmy nadzieję, że zmusi to władze Realu do zreorganizowania swojej strategii budowania klubu. Droga ewolucji jest jak najbardziej wskazana. Nie da się zbudować silnego klubu, wymieniając, co sezon połowę drużyny. Tytułów nie da się kupić, pokazuje to przykład choćby Manchesteru City. Pozostaje życzyć Florentino Perezowi nie zasobnego portfela, ale przede wszystkim spokoju i cierpliwości w podejmowaniu decyzji. Tak wielki klub powinien wrócić na zaszczytne miejsce., które mozolnie wypracowywał przez dziesiątki lat.

* Skomentuj ten wpis

Faworyci na papierze

Za nami 3 kolejki „naszej ukochanej kopanej”. Jakie wrażenia? Tu powinno zapaść długie, głębokie milczenie. Można napisać optymistycznie: poziom ligi się wyrównał. Szkoda tylko ze równamy w dół… Dobrze, ale, z czego to wynika? Czyżby do najsłabszych po rundzie wiosennej zapukali możni sponsorzy, którzy zagwarantowali pieniądze na solidne wzmocnienia? Nie licząc ambitnego piekarza spod granicy polsko-czeskiej, to raczej nic takiego nie miało miejsca. Zastanawiające jest to na ile wzmocnienia zostały sfinansowane z prywatnych środków Pana Kozielskiego a na ile z ewentualnych profitów z Canal +, wypłacanych po zakończeniu sezonu. Najważniejsze, że jednak to jakiś przepływ gotówki. Wodzisławska Odra to jednak klub o niepowtarzalnej strukturze, rządzi nie ten, kto ma pakiet większościowy, ale ten, kto przychodzi z walizką pieniędzy i finansuje wzmocnienia czy bieżącą działalność. Troszkę zapachniało nieco zapomnianym PRL-em.

Zacząłem paradoksalnie od Odry, mimo że ten klub ledwo, co „wykaraskał” się ze strefy spadkowej. Jednak ów klub, zdobył wraz z Lechem oraz Bełchatowem, największą ilość punktów, bo aż siedem. Wniosek? Nikt nie posiada patentu na wygrywanie. Nawet „Kolejorz”, choć obiektywnie w Poznaniu dzieje się najwięcej dobrego. Drużyna gra ładnie dla oka, a kibice wreszcie mogą oglądać piłkarzy na Bułgarskiej a nie na kameralnym „ kurniku” we Wronkach. Do dziś dnia zastanawiam się jak to możliwe, że taki piłkarz jak Kriwiec trafił do polskiej ligi. Z takimi umiejętnościami powinien grać w mocnym klubie w zachodnioeuropejskiej lidze. Ale sam stwierdził oględnie, że Polska to dla niego „Zachód”. Pozostaje się cieszyć ze wciąż w Europie pozostają uboższe kraje niż Polska, choć nie uboższe piłkarsko( przyp. Red. Sukcesy BATE Borysów w Lidze Mistrzów oraz w Lidze Europejskiej)

Białorusin świetnie wkomponował się w zespół. Wraz z Peszką „ Lewym” oraz Stiliciem, tworzą świetny, ofensywny kwartet. Imponujący jak na realia polskiej ligi. Tylko, której ligi tak naprawdę? Pierwszej? Ach nie.. Bo u nas pierwsza to tak naprawdę druga. Myślę, że tej nomenklatury zazdrości nam pół Europy. A co słychać u pozostałych „faworytów”? Zarówno w Krakowie jak i Warszawie małe trzęsienie ziemi. Takie mniej więcej o sile 5 stopni w skali Richtera. Wersja „hiszpańska” w stolicy nie wypaliła. Jak można przegrać z Odrą oraz bytomską Polonią? Na to pytanie nikt nie zna odpowiedzi. To chyba przez tą nieustającą presję, która pęta nogi piłkarzom. Dobrze, że Legioniści nie grają jeszcze na nowym stadionie, przy 40 – tysięcznej publiczności, wówczas dochodziłoby do prawdziwych kompromitacji.. Trochę szkoda Jana Urbana. Nieco mniej Pana Trzeciaka… Przychodząc na Łazienkowską, nieco na wyrost obiecywał ładną dla oka grę. Jednak nie mógł przewidzieć, jakim materiałem piłkarskim będzie dysponował.

Również szkoda Macieja Skorży. Mimo sukcesów nie odchodzi w glorii chwały. Dwukrotne wygranie ligi, czy pokonanie samej Barcelony, nie uchroniło trenera przed gniewem prezesa w obliczu kryzysu. Gracze „ Białej Gwiazdy”, jako jedyna drużyna nie strzelili jeszcze gola w tej rundzie. Patrząc na skład Wisły wydaje się to jak jakiś podły żart. No cóż, piłkarze grają w myśl taktyczną: „ Nam strzelać nie kazano”, poruszając się w tempie jednostajnym… czasami, choć rzadko przyspieszonym.

Szkoda Ruchu. A właściwie to szkoda „Wtorka”. Gdyby nie jego kontuzja, kto wie, może „Niebiescy” wywalczyliby przepustki do pucharów. Jednak nawet bez Niedzielana, gra podopiecznych wystarcza, na mającą mocarstwowe plany Polonię. Tą z Warszawy. Gra podopiecznych Bakero, bardziej przypomina grę Barcelony…, ale tej z Ekwadoru. Mimo niewątpliwych wzmocnień( Andreu, Brzyski, Gancarczyk) po 3 meczach jest jeszcze gorzej. Zawsze można zrzucić na nierówną murawę przy Konwiktorskiej. Dla „ Polonistów „ jest nierówna, ale dla włodarzy PZPN jak najbardziej. Śmiało można na niej rozgrywać mecze międzypaństwowe. Dziwne, że na tym stadionie nie odbędzie się żaden z meczy Euro 2012. Żeby nie było tak pesymistycznie warto coś napisać o zasilanej państwowymi pieniędzmi, drużynie z Bełchatowa. Szlify zbierana u Beenhakeera nie poszły na marne. Mimo pustki w kasie, Ulatowski zaszczepił u swoich piłkarzy wolę zwycięstwa. Tylko, co z tego, skoro przyszłość drużyny jest jedną wielką niewiadomą?

Po drugiej stronie Błoń, wariant zagraniczny. Nestor wśród szkoleniowców, nakłonił prof. Filipiaka do sięgnięcia głębiej do kieszeni. Jaki skutek? Mamy w lidze o dziwo dobrego obcokrajowca. Ba! 7- Krotnego mistrza własnego kraju. Wprawdzie tylko w barwach mołdawskiego Szeryfa, ale jednak piłkarskie CV robi wrażenie. Jeśli drugi Mołdawianin okaże się równie dobry jak Suvorov, Cracovia nie powinna mieć żadnych problemów z utrzymaniem. O ile Pan Lenczyk będzie częściej stawiał na Merdę niż Marcina Cabaja.

Za to w Białymstoku święto!! O to po niesamowitej passie 32 zwycięstw stał się cud!! „Jaga” zdobyła twierdzę przy Oporowskiej. W związku, iż udało się wygrać na obcym terenie za 33 razem, ten numer powinien być w Białymstoku zastrzeżony. Ale czy twierdza przy Oporowskiej to nie mit? Ostatnio przecież każdy tam wygrywa. Chyba idol wrocławskich kibiców, Pan Tarasiewicz będzie musiał się tłumaczyć przed Panem Solorzem. Wprawdzie Śląskowi nic nie grozi ani spadek ani groźba pokazywania swoich umiejętności całej Europie. Hm, choć całej to za dużo słowo.

A co słychać na Pomorzu? Jednocześnie dobrze i źle. Podopieczni Tomasza Kafarskiego za nic wstanie nie są wygrać u siebie. Ale na wyjeździe idzie im nadzwyczaj dobrze i notorycznie zbierają punkty. Piłkarzom zależy, aby kibice oglądali ich jeszcze w barwach Lechii na nowym Baltic Arena. Za to w Gdyni wariant niemiecki średnio funkcjonuje. Warsztat trenerski Pasieki z pewnością jest bogaty, ale czy ma on wykonawców, aby zrealizować swoje plany i pomysły? Zwycięstwo nad Wisłą z pewnością cenne, ale jak to się mówi jedna jaskółka wiosny nie czyni.

Jak to możliwe, że trener bez licencji zdobywa 7 punktów? Jednak to możliwe. Widać, że praca Franciszka Smudy w Lubinie jest kontynuowana. Marek Bajor to pojętny uczeń. Parę wskazówek od selekcjonera, instynkt trenerski oraz skuteczny Micanski – powinno to wystarczyć na utrzymanie „ Miedziowych”.

Ryszard Wieczorek wraca do gry. Zadanie trudne, choć wykonalne-zachować Ekstraklasę w Gliwicach. Jaki na to sposób? Przede wszystkim postawić na Nalepę w bramce. Rafał Kwapisz jednak nie współgra z blokiem defensywnym. Z taka grą Piastunki mogą zapomnieć o przyszłorocznych wpływach z Canal +.

Nam kibicom pozostaje wierzyć, iż do końca sezonu piłkarze będą dostarczać nam niezapomnianych emocji. Przede wszystkim tych pozytywnych. Tak na marginesie jeszcze niedawno modliliśmy się się o to, abyśmy mieli swojego przedstawiciela w pucharach na wiosnę. Teraz musimy się modlić, aby którykolwiek z klubów grał jeszcze na jesieni.. Smutna prawda

* Skomentuj ten wpis


Polecamy



Wyszukaj w blogu

RSS


styczeń 2012
P W Ś C P S N
« kwietnia    
 1
2345678
9101112131415
16171819202122
23242526272829
3031